sobota, 3 maja 2014

"Mam serce, które wciąż walczy..."

Myślałam, że może jednak dam radę z tym walczyć. Myślałam, że zacznę wierzyć w siebie. Czasem wierzę na chwilę. Mimo wszystko wrócę tyle samo razy ile odejdę. Zawsze z nowym planem. Wiem, że nie powinnam ale nawet już przestałam się starać. Ostatnio tak bardzo się zmieniłam, a to zostało bez zmian. Od poniedziałku wracam. Wtedy nie będzie miał mnie kto pilnować więc albo zrobię totalną głodówkę, żeby się oczyścić, albo zjem tylko trochę obiadu. Później nie więcej niż 800 kcal, im mniej tym lepiej byle regularnie bo nie chcę znów napadów głodu, wracam do tabletek i w końcu muszę zacząć ćwiczyć. Pieprzyć słodycze, mam ich dość. Niedobrze mi na samą myśl o nich. Zawsze mówiłam przyjaciołom o tym, że znów zaczynam. Nie tym razem. Powiem dopiero jak zobaczę 4 na początku wagi.
Wiem, brzmię jak milion zakompleksionych nastolatek tutaj. Tak, czuję się gruba, brzydka i niekochana. Wiem, nie zaskoczyłam nikogo. Mimo wszystko próbuję, chcę przestać płakać, kiedy boję się iść na basen i z rezygnacją chować strój, chcę założyć obcisłe jeansy i czuć się dobrze, chcę złapać się za brzuch i nie czuć tej strasznej warstwy tłuszczu, chcę żeby moja twarz nie była już tak gruba, a dołeczki zaczęły być widoczne. Uda mi się przecież w końcu. Tak bardzo kocham uczucie głodu. Wtedy wiem, że jest dobrze, że robię co powinnam. Wrócę do tego już pojutrze. Dzisiaj dodam ostatnie zdjęcie na facebooka. Jedno z nielicznych, które lubię. Potem ludzie zapomną o tej mnie. Będę wzorem, punktem uwielbienia bardziej niż teraz. Muszę. Potrzebuję tego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz